sobota, 7 października 2017

[Zwiedzamy Macedonię] Łuny nad Tetovem

 Ze stolicy Macedonii do Tetova jest niecała godzina drogi. Z głównego dworca autobusowego kilkanaście połączeń dziennie różnych kompanii. Położone u podnóża gór Szar Płanina miasteczko to ośrodek przemysłu oraz handlu. Fasola z lokalnego bazarku uchodzi za najlepszą do tavče gravče; zresztą narodowa duma Macedończyków pochodzi rzekomo właśnie stąd, a pierwotnie nazywana była tetovski gravče. Znajduje się tu również zabytek, który, gdyby decydenci zechcieli się nad nim pochylić, niechybnie znalazłby się na najważniejszych listach.
Kiedy mówię znajomym Macedończykom, że wybieram się do Tetova, robią wielkie oczy. „Po co tam? Tam nic nie ma”. „Brudno i chaos”. „Macedończycy tam nie jeżdżą”. „To albańskie miasto”.
Tetovo uchodzi za miasto albańskie, dlatego niektórzy Macedończycy unikają go jak ognia bądź wychodzą z założenia, że po prostu nie wypada tam bywać, a przynajmniej nie powinno się tym chwalić. Nawet jeśli planuje się zimowy weekend w pobliskim ośrodku narciarskim, Tetovo raczej nie pojawia się na trasie.

Góry Sharr
Tak, Tetovo jest chaotyczne. Szczególnie widać to w ruchu drogowym, który stanowi tu połączenie największych grzeszków kierowców albańskich i występków szalonych rajdowców macedońskich. W południe każda powierzchnia zamienia się w miejsce postojowe, gdy beztroscy kierowcy pozostawiają pojazdy na zjeździe z ronda, by udać się na tradycyjną kawę punkt dwunasta. Każdy Tetovczyk ma własny przydomek (prekari lub – gwarowo – nadimaci), który określa go lepiej niż rodowe nazwisko. Macedońskie umiłowanie tradycji łączy się tu z albańską muzykalnością, stąd od każdego rogu odbijają się melodyjne frazy, a zamiast kurzu na tetovskich ulicach osiadają nuty.

Dwanaście kilometrów od Tetova znajduje się monastyr Lešok, męski klasztor, pochodzący ze średniowiecza, podniesiony z upadku przez prawosławnego mnicha Cyryla Pejčinovika na początku XIX wieku. W 2001 roku w wyniku walk wokół Tetova zniszczony, został odbudowany parę lat później przy wsparciu Unii Europejskiej. Chociaż to zabytek cerkiewny, tetovscy muzułmanie wymieniają go zaraz obok Kolorowego Meczetu jako obiekt ważny dla ich lokalnej tożsamości.
– Co roku odbywa się tam zjazd tłumaczy literatury, na cześć działalności Cyryla, który był uczonym i piewcą ludowego języka macedońskiego – opowiada Abduraim, przewodnik z Tetova. - Jednak co ważniejsze dla tutejszej mieszanej społeczności, w Tetovie i w monastyrze organizowane są dziesiątki festiwali, w tym jeden z najważniejszych – Festiwal Chórów Macedońskich.

Strażnik bałkańskich stad - šarplaninac
Podobnie jak inne tak różnorodne etnicznie miejscowości w Macedonii, Tetovo chlubi się mnogością wydarzeń, pielęgnujących lokalną mozaikę kulturową. Aby wymienić tylko parę: Festiwal Pieśni Gór Sharr, Międzynarodowy Dzień Romów, festiwal multietnicznych teatrów amatorskich, Dni Naima – Międzynarodowy Festiwal Poezji czy dziecięcy festiwal Ylberi (Tęcza). Dodatkowo od 1947 roku okolica słynie ze zmagań narciarskich Sharplaninski Cup, podczas których najwytrawniejsi slalomiści stają w szranki o tytuł najlepszego narciarza stoków gór Sharr. Latem z kolei stoki zapełniają się stadami, nad których bezpieczeństwem czuwają piękne, budzące respekt, potężne psy Sharplanince. Te dumne, niezależne stworzenia według legendy przybyły na Bałkany z Tybetu, wraz z powracającymi wojskami Aleksandra Macedońskiego.

Kolorowy Meczet z zewnątrz...
Co mnie najbardziej zachwyca w Tetovie, to jego niedookreśloność. Niby albańskie miasto, zawieszone pomiędzy stolicą Macedonii a granicą z Kosowem i Albanią, niby na ulicy słychać język i pieśni albańskie, a w restauracjach dominują tradycyjne albańskie potrawy...
… ale zarówno melodia mowy, jak i śpiewów jakaś taka macedońska, słowiańska, a elbasan tava – zapiekana jagnięcina z ryżem, jajkiem i kwaśnym mlekiem – przyrządzana jest równie chętnie co tavče i selsko meso. Poza tym królestwo tureckich deserów, jak przystało na Bałkany. Lecz wśród nich specjalność albańska: tre leche, które lepsze ponoć podają tylko Albańczycy z Debaru!
Zanim przejdę do dwóch czołowych zabytków miasta, którym udaje się mimo wszystko przyciągnąć nawet macedońskiego turystę, podzielę się ciekawostką. Przeszukując internet przed pierwszą wyprawą do Tetova, trafiłam na informację, że w latach sześćdziesiątych w okolicach miasta prężnie działał aeroklub, do którego należało małe sportowe lotnisko. Zaczęłam wypytywać o nie starszych mieszkańców. Na bazarku trafiłam na pilota, który „bawił się w latanie” w czasach świetności klubu. Tenże pilot zdradził mi również, że maleńkie sportowe lotnisko zaczynało jako... jedno z najnowocześniejszych lotnisk wojskowych na Bałkanach! Wspominają o nim ujawnione niedawno dokumenty CIA. W latach 1948–1952 korzystały z niego oddziały sowieckie.

... oraz wewnątrz
Swój rozkwit Tetovo odnotowało w momencie przybycia na Bałkany Imperium Osmańskiego. Z tego okresu, tj. XV wieku i później, pochodzą najważniejsze zabytki: Kamienny Most nad rzeką Pena, łaźnia turecka, prawosławna świątynia pod wezwaniem świętych Cyryla i Metodego, górująca nad miastem twierdza, tekke Arabati Baba oraz najcenniejszy: Kolorowy Meczet.


Kolorowy Meczet (Шарена Џамија) wzniesiony został pod koniec XV wieku i wówczas znany był pod nazwą Aladża, co z języka tureckiego oznaczało wzorzysty jedwab. W XIX wieku zniszczony meczet odnowił Abduraim Pasza.
Dekoracyjne detale wewnątrz i na zewnątrz meczetu zwalają z nóg. Sama spędziłam w środku dobre pół godziny, z zachwytem przyglądając się szczegółom na każdej ze ścian. Nad wejściem do meczetu wmurowane są marmurowe płyty z datami powstania i odnowienia muzułmańskiej świątyni oraz nazwiskami fundatorów. Na terenie meczetu ciekawym obiektem jest także turba, czyli grobowiec córki Abduraima, której życzeniem było zostać pochowaną w Tetovie.

Arabati Baba Teke
Spacerując z dala od zgiełku centrum, natrafić można na jeszcze jeden obiekt, mianowicie teke Alego Baby/Arabati Baba Teke. W dużym uproszczeniu, jest to zespół klasztorny bektaszytów, powstały w połowie XVI wieku. Przez dziesiątki lat było to centrum kulturalne i edukacyjne.
Ali Baba był tureckim urzędnikiem, który pod wpływem objawienia postanowił poświęcić się życiu pustelniczemu. Kiedy wpływowy urzędnik oznajmił swoją decyzję sułtanowi, ten nazwał go sersem – głupcem. Neoficie spodobało się to określenie i odtąd przedstawiał się jako Ali Baba-Sersem. Poświęcił się zgłębianiu nauk derwiszy. Wraz z czterema uczniami, opuścił Konstantynopol i osiedlił się w Tetovie, gdzie spędził resztę życia. Po jego śmierci tylko jeden z uczniów, Arabat Baba, kontynuował misję nauczyciela. Mistrzowi ufundował grobowiec i zadbał o dalszy rozwój klasztoru.

Ostatni macedoński derwisz
Bektaszyzm jest niezwykle interesującą mieszanką tradycji religijnych, mającą źródła w islamie, jednak czerpiącą również z chrześcijaństwa, szamanizmu i wiedzy tajemnej. Nieoficjalną światową stolicą bektaszytów współcześnie jest Tirana, natomiast przez radykalny islam odłam ten uznawany jest za herezję. W Macedonii bektaszyzm wykreślono z listy wyznań religijnych. O jej przywrócenie walczy ostatni czynny derwisz, którego można spotkać i z którym można porozmawiać (posługuje się kilkonastoma językami świata, w tym płynnie angielskim, niemieckim, tureckim i rosyjskim!) w Arabati Baba Teke.
Derwisz tłumaczy między innymi, dlaczego bektaszyzm zezwala na spożywanie alkoholu. Alkohol bowiem działa jak papierek lakmusowy. Po pierwszej rakiji, twierdzi derwisz, zachowujemy się jak jagniątka, łatwo nawiązujemy kontakty i jesteśmy niezwykle towarzyscy i przyjaźni. Po drugiej rakiji wstępują w nas lwy, gotowi jesteśmy podjąć się każdego wyzwania i przepełnia nas odwaga. Po trzeciej rakiji dostajemy małpiego rozumu. Wreszcie po czwartej – padamy pod stoły jak świnie. Alkohol sprawia, że spadają nam z twarzy maski, pokazuje także naszą siłę wewnętrzną i czy potrafimy panować nad targającymi nami pokusami.


Kiedy wraz z grupą turystów opuszczałam teke, wysoki brodacz złapał mnie za ramię i przysunął twarz do mojej. Długo patrzył mi w oczy, po czym uśmiechnął się ciepło.
– Byłaś w Kolorowym Meczecie? Wiesz, które jego elementy są najpiękniejsze? Te, które wydają się nie pasować. Wprowadzają pozorny chaos. Jednak kiedy przyglądasz się im bliżej, to one zapewniają równowagę całej mozaice.
Bektaszyci wierzą, że wszyscy jesteśmy częścią bogatej, niejednorodnej mozaiki. Każdy jej element jest wartością samą w sobie. Chaos w Tetovie z początku wybija z rytmu, odrzuca, nawet przeraża. Jednak po wsłuchaniu się w duszę miasta odzyskuje się równowagę.

Nie omijajcie łukiem Tetova.

czwartek, 20 lipca 2017

[Macedonia w praktyce] Ochryda - i co dalej?

Ochryda mogłaby otrzymać status autonomicznego okręgu turystycznego w Macedonii. Już w starożytności, jeszcze jako Lychnidos – Miasto Świateł, oblegana przez kupców, następnie przyciągająca tęgie umysły dzięki statusowi stolicy kulturalnej i siedziby arcybiskupstwa ochrydzkiego. Macedończycy wierzą i dumnie informują o tym każdego, kto chce słuchać, że właśnie tutaj święty Klemens założył szkołę piśmienniczą, pierwszy słowiański uniwersytet, z której później wyruszały misje chrystianizacyjne, niosące w słowiański świat spuściznę cyrylo-metodejską. W czasach najnowszych walory turystyczne Ochrydy odkryli Duńczycy, którzy zakochali się w mieście za sprawą... powieści. „Wesele trzech cyganów” pisarza i dziennikarza A. den Doolaarda, bestseller, przyciągnęło już w pierwszej połowie ubiegłego stulecia rzesze turystów z Niderlandów. A od czerwca bieżącego roku także polscy turyści mogą szybko i sprawnie dostać się do miasta z listy Lonely Planet, dzięki czarterom lotniczym biura Rego-Bis.
Skoro jednak Ochryda jest tak oblegana, to czy w ogóle warto się tam pchać?

Cerkiew św. Nauma/Michała Archanioła
Przyznam szczerze, nie lubię miejsc napakowanych turystami, gdy sama jestem turystką. Zazwyczaj schodzę ze szlaków z przewodników, zachodząc zabytki od bocznego wejścia albo zaglądając do ich sąsiadów. Ochryda oczarowała mnie i to właśnie ona poniekąd stała się przyczyną, dla której zakotwiczyłam się w tym rejonie świata. Do Ochrydy z pewnością warto przyjechać, ale ten wpis przeznaczony jest przede wszystkim dla tych, którzy nie chcą odwiedzin Lychnidos zakończyć na zdjęciu z cerkwią św. Jana z Kaneo.

GDZIE SPAĆ
Ceny noclegu w Ochrydzie są bardzo zróżnicowane. Za łóżko w pokoju wieloosobowym w przyzwoitych warunkach nawet w wysokim sezonie zapłacimy od 5 do maksymalnie 15 euro. Jeśli rozejrzymy się za rezerwacją dużo wcześniej, możemy trafić na bardzo korzystną ofertę wynajęcia jednej z dziesiątek villi w starej części miasta lub apartamentu. Osobiście gorąco polecam dwa miejsca: Chardak Apartments, prowadzone przez macedońskie małżeństwo mówiące po polsku i z otwartymi ramionami przyjmujące Polaków. W cenie pobytu otrzymamy kulinarne specjały gospodyni Trajanki oraz ciepłą, przyjacielską atmosferę. Bardzo wysoki standard oferuje Villa Germanoff – tu w pakiecie licencjonowany przewodnik, profesor Wydziału Turystyki i opiekun ochrydzkiego dziedzictwa Zoran Tuntev, charyzmatyczny wykładowca i gościnny gospodarz. Dzięki bardzo dobremu połączeniu autobusowemu warto rozważyć zatrzymanie się w nieodległej Strudze. Miłośnicy spania pod chmurką znajdą nad jeziorem ochrydzkim kilka campingów.


OCHRYDA – I CO DALEJ?

Kiedy już zrobimy sobie zdjęcie w najbardziej fotogenicznym miejscu Macedonii, zakupimy ochrydzkie perły i odbędziemy rejs do świętego Nauma, nie wyczerpiemy nawet drobnej części możliwości, jakie oferuje okolica. Koniecznie zainteresujmy się poetyckim miastem Struga. Tam od 1962 roku odbywają się strużańskie wieczory poezji – w 1987 roku najwyższą nagrodę podczas festiwalu przyznano Tadeuszowi Różewiczowi. Miasto ma niezwykły urok, a magii dodatkowo dodaje mu dzielący je na pół Czarny Drin – rzeka wypływające z jeziora ochrydzkiego, na której każdym odcinku znajduje się inny baśniowy okruszek. Poetycka miejscowość zafascynowała mnie swoją niejednoznacznością: między nowoczesnymi kawiarniami kryją się jakby zawstydzona, tradycyjna architektura. Jest to też miasto, które mimo trudności ciężko pracuje nad skonsolidowaniem mieszanej etnicznie społeczności albańsko-macedońskiej.


W odległości kilku kilometrów na południowy-zachód od Strugi znajduje się monastyr w wiosce Kališta, na który składa się m.in. pochodząca z XIV wieku cerkiew... wykuta w skale, z dobrze zachowanymi naskalnymi freskami. Dalej na południe w miejscowości Radožda ukrywa się kolejna skalna cerkiew, położona jeszcze bardziej malowniczo. Do obu miejscowości można dostać się, wędrując brzegiem jeziora ochrydzkiego.

Jeżeli podążymy na północny-zachód od Ochrydy dotrzemy do miejscowości, która przynajmniej raz w roku jest pokazywana we wszystkich stacjach telewizyjnych. W Vevčani, w którym można odpocząć w malowniczym otoczeniu strumieni i małych jezior, rokrocznie odbywa się karnawał. Tradycyjna parady, której korzenie sięgać mają rzekomo nawet 1400 lat wstecz, łączy elementy chrześcijańskie i pogańskie. Odbywa się na powitanie nowego roku (według kalendarza juliańskiego), a makabryczne maski i stroje, które przywdziewają wówczas uczestnicy, mają odstraszyć złe duchy. Do miasta – które na parę dni staje się autonomiczną Republiką Vevčani – można się dostać przez specjalną bramę, oczywiście po uiszczeniu stosownej opłaty. Wioska warta jest odwiedzenia jednak i poza karnawałem. Jest to idealne miejsce wypadowe w góry Jablanica, gdzie często organizowane są wycieczki konne. W kilku restauracjach, z których warto wspomnieć Kutmičevicę, istnieje możliwość nabycia paszportu republiki kruševskiej!


Skoro o górach mowa, nie można pominąć Parku Narodowego Galičica, usytuowanego pomiędzy jeziorami Ochrydzkim i Prespańskim. Warto udać się na spacer grzbietem masywu i dać zauroczyć przepięknemu widokowi na oba jeziora jednocześnie. Każdy z wielbicieli trekkingu znajdzie coś dla siebie, od łagodnych tras po wymagające kondycji podejścia. Oprócz tego Park Narodowy to jedno z ulubionych miejsc startu amatorów paraglidingu!

Dla osób, które lubią wiejski klimat i atmosferę zatrzymanego czasu polecam Resen i jego okolice. Z tej miejscowości pochodzą ponoć najlepsze jabłka w Macedonii, słynie ona również z wyrobów garncarskich i ceramicznych. Śmiałkowie ze smykałką archeologiczną mogą poszukać w pobliżu szczątków antycznej Via Egnatia.

CO ZJEŚĆ?

W Ochrydzie zmęczeni macedońską kuchnią turyści (są tu tacy?!) z łatwością znajdą dania europejskie - ostatnio nawet pojawiło się sushi. Dużą popularnością wśród napływających wegan i wegetarian cieszy się mały punkt z falafelami i hummusem niedaleko wejścia na čaršiję od strony głównej promenady. Jeśli natomiast mamy apetyt na coś charakterystycznego dla Ochrydy, na przystawkę zamawiamy gjomleze (rodzaj "tortu z naleśników", przekładanych różnym farszem, zwykle słonym serem), na główne ochrydzką pastrmkę (endemiczna ryba z jeziora ochrydzkiego z rodzaju łososiowatych), a na deser wysokokaloryczny i uzależniający warstwowy ochrydzki tort - przekładane ciasto oblane karmelem i czekoladą, wypełnione nadzieniem z ciasteczek i orzechów włoskich. Palce lizać!

Gjomleze spod ręki Trajanki Malezan
 Na zakończenie nadmienię jeszcze, że Ochryda ustępuje tylko stolicy pod względem liczby wydarzeń kulturalnych i sportowych. Słynne Ohridskie leto (lipiec i sierpień), prawosławne Święto Trzech Króli z łowieniem krzyża w jeziorze, maraton pływacki to tylko maleńka część z tego, co w mieście dzieje się o każdej porze roku. Planując swój urlop warto zajrzeć do kalendarza imprez - a nuż trafi się jakiś koncert czy występ teatralny, ewentualnie okazja do zdobycia sławy i chwały...