piątek, 8 grudnia 2017

Aleksander vs Aleksander - o burzeniu pomników

Nowy burmistrz Skopje, Petre Silegov, zapowiada usunięcie z rzeki Wardar zacumowanych tam efektów projektu Skopje 2014. Trzy potężne statki (w rzeczywistości konstrukcje z fundamentami wkopanymi głęboko w dno), które obecnie służą jako restauracje z miejscami hotelowymi i dyskoteka, mają stanowić zagrożenie nie tylko dla miejskiego budżetu, ale przede wszystkim podnoszą ryzyko powodziowe.

Od chwili przejęcia władzy przez partię SDSM wszczęto kilkadziesiąt postępowań śledczych przeciwko postaciom obserwującym z cokołów życie codzienne mieszkańców Skopje. Los pseudobarokowych fasad, którymi przystrojono brutalistyczne konstrukcje, także stoi pod
znakiem zapytania. Szczególnie niepewnie czuje się zwłaszcza „Wojownik na koniu”, a nieoficjalnie Aleksander Macedoński. Jednym z efektów trwających rozmów grecko-macedońskich może być wyrok skazujący przywódcę na banicję. Aleksander ma zniknąć nie tylko z centrum stolicy, ale również z nazwy lotniska. Nowym patronem aerodromu zostałby wówczas pierwszy prezydent niepodległej Republiki Macedonii, Kiro Gligorov. Złośliwi doszukują się drugiego dna takiej zmiany. Na jego słowa lubią się bowiem powoływać Grecy, oskarżający Macedończyków o kradzież greckiego dziedzictwa kulturowego. Pierwszy prezydent twierdził, że macedońska tożsamość zbudowana jest na korzeniach słowiańskich, spuściźnie cyrylo-metodejskiej oraz powstaniach antytureckich z wieków XIX i XX, nie zaś na antycznych protoplastach.


W znakomitej analizie Proektot Skopje 2014 – skici za edno naredno istrazuvanje profesor Nikos Chausidis wyraził opinię, że Skopje jest specyficznym miastem, które od początku istnienia rozrastało się nie wszerz, lecz w głąb. Jego dzieje historyczne opisuje obrazowo, przyrównując je do Uroborosa - węża, który pożera własny ogon, który aby się odrodzić, najpierw musi doprowadzić do własnej destrukcji. Pustoszące miasto kataklizmy sprawiły, że musiało wielokrotnie podnosić się z gruzów. Zamiast się rozbudowywać, usypywało kolejne warstwy. Dlatego Skopje jest w pewnym sensie miastem-cmentarzyskiem, którego dzieje nie są zapisane na poziomie osiągalnym, lecz pod powierzchnią ziemi.

Politycy i osobistości związane z Gruevskim i VMRO-DPMNE już zapowiadają, że gdy tylko wrócą do władzy, odbudują każdy pomnik, każdą strukturę, która zostanie zniszczona przez obecny rząd. Asekuracyjnie wysuwa się propozycję, aby pomników nie niszczyć, ale stworzyć park, w którym byłyby wyeksponowane. To byłby dopiero disneyland!


Grecka Megali Idea, czyli nie tylko Albania chce być Wielka

Debata, która rozgorzała wokół planów wymazania projektu Skopje 2014 z przestrzeni publicznej, a nawet pamięci zbiorowej, kolejny raz ujawnia skomplikowaną tożsamościową układankę, z jaką musi mierzyć się Macedonia. W ciągu dwóch dekad już raz podjęto próbę wykreślenia pewnego epizodu kształtowania macedońskiej tożsamości - brutalistyczne konstrukcje z czasów jugosłowianskich zasłonięte zostały przez klasycyzujące fasady ze styropianu, a myśl wodza Tito, wykuta na budynku starego dworca, zasłoniła ponura tablica. Niewątpliwie potencjalna wyrwa, która powstałaby po skreśleniu Skopje 2014, byłaby znacznie mniejsza niż ta „post-jugoslowiańska”. Warto jednak pamiętać, że projekt Skopje 2014 nie wziął się z powietrza czy z przypływu inwencji twórczej Gruevskiego.

Po wyswobodzeniu się z tureckich okowów w XIX wieku Greków połączyła Megali Idea, zgodnie z którą sięgali do antyku i spuścizny Aleksandra Wielkiego oraz Bizancjum, które chcieli odtworzyć jako odnowione państwo greckie. Jednak postać Aleksandra w ciągu dwóch tysięcy lat pobudzała wyobraźnię na różnych szerokościach geograficznych. Fascynowała się nim literatura rosyjska, czeska i chorwacka, a szczególne miejsce zajął w piśmiennictwie serbskim. Na obszarze bułgarsko-macedońskim mityczny dowódca został przekuty w symbol walczącego z Turcją (!) bohatera, którego legenda jednoczyła Słowian na obszarze Bałkanów. Aleksander w czasach budzenia się tożsamości narodowych przenikał nie tylko do tekstów publicystycznych i propagandowych, ale także zajął miejsce w utworach folklorystycznych, żywych – lub przywracanych do życia – dzisiaj.


Hayden White, jeden z prekursorów narratywistycznej filozofii historii stwierdza, że nie jest możliwe obiektywne poznanie przeszłości, a nauka uprawiana przez historyków jest w swej istocie interpretacją, nie przezroczystym opisem rzeczywistego wydarzenia. Badacz zgadza się z poglądem Jeana Paula Sartre’a, twierdzącym, że ludzie sami wybierają sobie przeszłość. Wprowadza pojęcie „praktycznej przeszłości”, którą jest przeszłość, którą jednostki i członkowie wspólnot posługują się w praktycznym działaniu i która pomaga im orientować się i podejmować decyzje zarówno w zwykłym, codziennym życiu, jak i w sytuacjach ekstremalnych.

Macedonia rozpaczliwie poszukuje sposobów na wypełnienie treścią kart swojej historii. Do ich przepisywania zgłasza się coraz więcej chętnych – historycy i publicyści greccy, bułgarscy i albańscy są żywo zainteresowani współudziałem w tym procesie. I bynajmniej nie ma w tym nic z gruntu złego, natomiast jest to zadanie wymagające ogromnej wiedzy i wrażliwości. Narracja, także turystyczna, może połączyć ponad podziałami, może również wykluczyć.
To jak, drogi turysto - wjechałeś do Grecji czy do Macedonii?
Niezależnie od tego, pod jaką nazwą Macedonia będzie funkcjonować, kwestia zmiany lub jej braku to zaledwie jeden krok – i w gruncie rzeczy nieistotny dla pamięci i tożsamości zbiorowej. Dyskusja nad usunięciem/przesunięciem Aleksandra Wielkiego z centrum Skopje oraz niekończące się debaty nad prawem do znaku handlowego „Macedonia” to w istocie tematy zastępcze, efektywnie wykorzystywane przez polityków na zasadzie divide et impera. Faktem jest, że przez terytorium dzisiejszej Macedonii biegł antyczny szlak handlowy Via Egnatia, że Republika może poszczycić się wieloma bezcennymi zabytkami z czasów starożytnych. Faktem jest również, że Skopje 2014, przy wielu mankamentach, spełniło parę założeń – doprowadziło do zainicjowania dyskusji społecznej i wzrostu zainteresowania Macedończyków problematyką ich korzeni oraz przyciągnęło turystów. Ostatni aspekt wydaje mi się szczególnie ważny.

Z pomocą języka turystycznego, niekiedy upraszczającego, humorystycznego, przewodnicy turystyczni mogą wprowadzić do dotychczasowej konfliktowej interpretacji historii nową jakość. Turysta skłonny jest zaufać wiedzy i rzetelności lokalnego przewodnika, nawet na przekór zgromadzonym dotychczas wiadomościom ogólnym z innych źródeł. Tym samym pozostająca w zgodzie ze sobą, uzupełniająca się narracja współpracujących przewodników z obu stron granicy prowadzi do porozumienia międzykulturowego. Zamiast więc burzyć pomniki, sugerowałabym opracowanie wspólnych tras turystycznych z przystankami przy każdym Aleksandrze.

niedziela, 19 listopada 2017

Skanderbeg vs Aleksander: Czy Macedończycy będą mówić po albańsku?

 Nie uważam się za eksperta od stosunków społecznych w Republice Macedonii i na Bałkanach. Nie jestem wykwalifikowanym politologiem ani antropologiem. W Macedonii spędziłam pół roku, w Albanii niecałe cztery miesiące. Moja wiedza opiera się na ścianie książek i przepełnionym folderze artykułów w kilku językach z całego świata, lecz przede wszystkim – na rozmowach i spotkaniach. Rozmowach z profesorami, studentami, działaczami społecznymi, politykami, w tym również obecnym ministrem kultury w macedońskim rządzie, z dziennikarzami i przedstawicielami innych zawodów, głównie sektora turystycznego. Ale również swobodnych dyskusjach przy kolejnych kawach: mrożonych w Macedonii, sączonych leniwie espresso w Albanii. Na wyłapywanych okruchach w zaciszach zawsze gościnnych i rozgrzewanych ciepłem uśmiechu domów. Nawet jeśli przez łzy, gdy słowa traciły lekkość i mimowolnie nasycały się goryczą.
Wierzę w moc słów, siłę języka. Dlatego w Macedonii za punkt honoru przyjęłam, by starać się posługiwać językiem najbliższym osobom, z którymi rozmawiałam. Jednak nie wszędzie było to możliwe. Niektórzy moi rozmówcy posługiwali się odmianą macedońskiego, którą z trudem odcyfrowywałam. Niektórzy mieszaniną macedońskiego i serbsko-chorwackiego. Chociaż przysłuchiwanie się romskim pieśniom podbiło moje serce, ich zrozumienie przebiegało raczej na poziomie emocjonalnym niż leksykalnym. Albańczycy z wyrozumiałym uśmiechem przyjmują moje próby zamówienia sobie kawy czy kupienia byrka w ich języku ojczystym, na więcej jednak się nie porywam.
Mimo wszystko, próbuję. Próbuję, ponieważ próby te przyjmowane są z życzliwością, entuzjazmem i radością. Nikt nie zmusza mnie do wkuwania słówek i reguł gramatycznych, moją świadomą decyzją jest chęć wniknięcia do czyjegoś świata przez język, którym się posługuje, i w ten sposób lepsze jego zrozumienie.

Mural w Strumicy
Przed paroma dniami w różnych zakamarkach Internetu wpadłam na wpisy komentujące projektowaną w macedońskim parlamencie ustawę o dwujęzyczności. Zarys tejże został już przegłosowany, obecnie trwają prace nad ewentualnymi poprawkami. Projekt ten nie jest niczym nowym – rozszerza założenia Porozumienia Ochrydzkiego z 2001 roku na terytorium całego kraju. Do tej pory w gminach, w których jakaś mniejszość etniczna liczyła od 30% populacji, obowiązkiem władz lokalnych było wprowadzenie możliwości załatwiania spraw urzędowych oraz podjęcia edukacji w języku danej mniejszości. Powstawały więc gminy dwujęzyczne, z których najwięcej było oczywiście albańskich, ale również serbskich, tureckich czy jedyna na świecie gmina z urzędowym językiem arumuńskim. Obecny rząd Zorana Zaeva w koalicji z partiami albańskimi zaproponował, aby oficjalnym drugim językiem urzędowym na całym terytorium Republiki Macedonii stał się język albański – którym posługuje się przynajmniej piąta część społeczeństwa, tj. najliczniejsza mniejszość etniczna kraju.
Projekt od początku bulwersował społeczeństwo. Partia VMRO-DPMNE z Nikolą Gruevskim na czele natychmiast nazwała ruch Zaeva pierwszym krokiem do oddania Albańczykom części Macedonii i podziału kraju. Nie trzeba chyba dodawać, że podobne działania nie sprzyjają budowaniu więzi albańsko-macedońskich, a tym bardziej studzeniu nacjonalistycznych nastrojów w społeczeństwie. Zdumiewa mnie natomiast fakt, że osoby, uważające się za wielbicieli i ambasadorów Macedonii i szerzej – Bałkanów, ulegają nacjonalistycznej, wręcz rasistowskiej narracji, karząc niejako Albańczyków – wszystkich, nie tylko zamieszkujących Macedonię – za polityczne przepychanki na szczeblach macedońskiej władzy.

Wjazd do jednej z wielu albańskich wiosek w okolicach Vevčani
Osobiście uważam pomysł wprowadzenia dwujęzyczności za nietrafiony. Albańczycy zamieszkują obszary zachodniej i północnej Macedonii i albańskie tablice w okolicach Strumicy czy Krivej Palanki to wyrzucanie pieniędzy. Tym samym ludzie, którzy krytykowali megalomańskość projektu Skopje 2014, wpadają w populizm, tłumacząc dwujęzyczność potrzebą integracji społeczeństwa. Tylko z kim ma się integrować mieszkaniec przywołanej Strumicy? Z Grekiem pod albańską tablicą?
Krok ten wydaje się bezmyślnym wypełnieniem obietnic wyborczych, co ma utrzymać albańskich wyborców w kręgu SDSM i Zorana Zaeva. O ile nie można odmówić rządowi szeroko zakrojonej kampanii reform i dynamicznie przebiegających rozmów z sąsiadami, mającymi doprowadzić do zażegnania dotychczasowych konfliktów i wreszcie – wstąpienia w struktury NATO i Unii Europejskiej, przyjęta taktyka „cel uświęca środki” nie może budzić poklasku. Co więcej, prowadzi do coraz głębszego rozłamu społecznego i narastającej wrogości międzyetnicznej.

Narzucenie Macedończykom obowiązku nauki języka albańskiego z pewnością nie przyczyni się do zainicjowania dialogu międzykulturowego, Albańczyków z kolei nie zmotywuje to do podjęcia trudu przyswojenia oficjalnego języka kraju, który zamieszkują. Nie dwujęzyczność bądź jej brak jest bolączką Macedonii, lecz postępująca gettoizacja, segregacja i wzajemne stereotypy, spadek kilkunastu, o ile nie kilkudziesięciu lat antyalbańskiej retoryki.
Na Starej Čaršiji w Skopje obok siebie funkcjonują restauracje i kawiarnie prowadzone przez Albańczyków i Macedończyków. Nie raz widziałam, jak ci starzy przyjaciele przysiadali się do siebie, sącząc rakiję lub mocną turecką herbatę. Przestrzeń, którą dzielili, jednako należała do każdego z nich.
W czasie swoich włóczęg po miastach i wioskach trafiłam w miejsce, w którym miałam okazję wziąć udział w niesamowitym nabożeństwie czy spotkaniu modlitewnym. W cerkwi, która za czasów panowania Imperium Osmańskiego była meczetem, zgromadzili się prawie wszyscy mieszkańcy wioski – jakieś trzydzieści osób – i każdy w ciszy odmawiał swoją modlitwę. A byli tam muzułmanie, prawosławni i jeden grekokatolik. Macedończycy i Albańczycy.
To nieprawda, że w Macedonii nie ma mieszanych małżeństw albańsko-macedońskich. Ba, w niektórych przygranicznych wioskach żywa jest jeszcze tradycja „sprowadzania” żon Albanek przez Macedończyków, którzy wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy do Tirany czy Prištiny. Smutnym faktem jest jednak segregacja w edukacji oraz coraz ciaśniejsze zamykanie się mniejszości albańskiej na Macedończyków – i odwrotnie. Niekiedy zarzuca się Albańczykom niewierność w stosunku do kraju, którego obywatelstwo przyjęli. Jak jednak wymagać przywiązania do państwa od osób, które od dekady były szkalowane przez władzę i traktowane jako grupa drugiej kategorii, społecznie i ekonomicznie nieprzydatna, a wręcz jako potencjalne zagrożenie?

Strumica - flaga Macedonii i flaga Albanii
Macedonii jest w tej chwili potrzebne mądre, wrażliwe społeczeństwo, nastawione na dialog i współpracę, na poszukiwanie owocnych podobieństw i inspirujących przeciwieństw. Tacy ludzie, takie stowarzyszenia i wspólnoty istnieją, działają, ale poza mainstreamem, w dodatku nie są tak nośnymi tematami medialnymi jak bójki w parlamencie i alarmujące nagłówki wróżące Republice bliską apokalipsę.
Tymczasem dwie szkoły podstawowe w Skopje zainicjowały fantastyczny projekt. Nauczyciele ze szkoły imienia Lazo Trpovskiego ze zdominowanej przez Macedończyków dzielnicy Karpoš oraz z Lirii z uchodzącej za albańską dzielnicy Čair organizują szereg aktywności dla dzieci albańskich i macedońskich, które poprzez zabawę, naukę i wspólne wycieczki mają wreszcie możliwość poznania siebie nawzajem. Owoce tej współpracy już są widoczne, a zmiany zachodzą nie tylko wśród dzieci, które do tej pory unikały wzajemnego kontaktu, ale także w ich rodzicach.


W zapomnianym nieco, stojącym na uboczu klasztorze bektaszytów w Tetovie usłyszałam od ostatniego przebywającego tam derwisza, że pięknem Macedonii jest jej niejednorodność. Macedonia jest jak mozaika składająca się z setek pozornie niepasujących do siebie elementów, które w całości tworzą dzieło sztuki. W całości, nie w rozbitych fragmentach.